| Napisany przez W.H.,
z 08-09-2008 11:00
|
Ulubione : 3 |
Mieszkańcom ulicy Mizgałów na osiedlu Poręba Mała w Nowym Sączu od lat wydawane są pozwolenia na budowę domów, choć nie ma formalnego połączenia z żadną inną ulicą w mieście.
Ludzie, narażając się na awantury, na dziko przedzierają się codziennie ścieżką do ulicy Krętej lub samochodem jadą do ulicy Juranda po prywatnej żwirówce, którą w każdej chwili właściciel ma prawo zagrodzić.Wiele lat temu sądeccy urbaniści wyrysowali sobie na planie miasta ulicę Mizgałów wśród pól, równoległą do Nawojowskiej i Górek Zawadzkich, z zastrzeżeniem, że powstanie połączenie tej ulicy z Krętą. Niestety, połączenie to nigdy nie powstało. Pozwolenia na budowę domów jednak wydawano. Powstała z nich regularna uliczka, bo na dojazd samochodami zgodził się właściciel gruntów oddzielających ulicę Mizgałów od Juranda. W każdej chwili może jednak zmienić zdanie. Radny Jan Opiło, członek Komisji Infrastruktury Rady Miasta, potwierdza, że gdyby się tak stało, ludziom z ulicy Mizgałów zostanie odcięty dojazd do jakiejkolwiek ulicy łączącej z miastem. Do miasta najbliżej jest skrótem do Krętej. Takiemu rozwiązaniu sprzeciwia się właściciel domu i działki, obok którego miałoby przechodzić przedłużenie Mizgałów. Na tym tle dochodziło wcześniej do awantur między nim a ludźmi z uliczki Mizgałów. Niedawno w sądzie uzyskał on potwierdzenie własności tego, na czym gospodaruje, i ani myśli ustąpić. Przebicie się między domami na wprost do Krętej uznano więc na osiedlu i w wydziale architektury za nierealne. Jak grzyby po deszczu zaczęły się mnożyć kolejne warianty. Z pierwszym wystąpili architekci, proponując prostopadłe przebicie się od ulicy Mizgałów łąkami przez potok Łącznik do Krętej pod kościołem w Zawadzie. Pomysł 700-metrowego obejścia wprawia w zdumienie, gdy się już spojrzy na mapę. A tym bardziej, gdy się zobaczy przebieg drogi w terenie. Trzeba by tam było zbudować porządny most na Łączniku, który szaleje podczas powodzi, robić nasypy wyrównawcze na pofałdowanym gruncie, robić odwodnienia. Słusznie dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg Grzegorz Mirek w rozmowie z jednym z mieszkańców Jackiem Radeckiem stwierdził ponoć, że takiej ulicy nie wybuduje się i za piętnaście lat. Po prostu to jest gigantyczna inwestycja. Zdesperowani ludzie od Mizgałów w ślad za protestami zgłosili swój wariant tego obejścia nieco krótszy. Niestety w wykonaniu równie nierealny. Na czwartkowym posiedzeniu Komisji Infrastruktury Wydziału Architektury wyszli z kolejnym pomysłem do zatwierdzenia w planie zagospodarowania przestrzennego. Tym razem nakreślili obejście do Krętej z drugiej strony kosztem innego z właścicieli. Dowiedział się on wcześniej o tym pomyśle i zaapelował, by nie niszczono mu ojcowizny. Poprowadzenie ulicy po jego gruncie odebrałoby mu możliwość stawiania domu. A takie plany ma jego rodzina. Miasto chce mu dać działkę zamienną, ale on na to nie wyraża zgody. - Jest jeszcze inny wariant, o którym była mowa podczas czwartkowego posiedzenia komisji - mówi Jacek Radecki. Niedawno wybudował dom przy ulicy Mizgałów i bardzo zaangażował się w problem jego sąsiadów dojazdem do miasta. Był obecny na obradach radnych. - Ulica Mizgałów kończy się w tej chwili w polu, przy słupie energetycznym. Gdyby poprowadzić prostopadle kawałek ulicy po skrawku prywatnych gruntów sąsiadów mieszkających przy ulicy Krętej do działki pana N., to byłoby to najprostsze, najtańsze i najmniej kolidujące rozwiązanie. Pan N., który chce się budować, oddałby z radością kawałek działki od Krętej, bo miałby jednocześnie dojazd do przyszłego domu. Pola tu są płaskie jak stół. Wystarczyłoby wykupić kilkanaście arów gruntu i problem zostałby załatwiony. To zaledwie z dwieście metrów od naszej ulicy do siatki pana N. Na Mizgałów nie ma asfaltu, więc na razie ludzie zadowoliliby się tylko utwardzonym dojazdem do Krętej. Jacek Radecki zwraca uwagę, że jakikolwiek wariant może się wiązać z przymusowym wykupem, bo wszędzie planiści miejscy mogą natrafić na opór właścicieli. Zatem rozsądek nakazuje wybrać wersję najłatwiejszą i najkrótszą. - Urzędnicy miejscy z niewiadomych przyczyn forsują dłuższe obejście przez pola, które godzi w interesy pana N. A nie próbują się ułożyć z właścicielem działek od ulicy Krętej - dodaje Radecki. - Przecież poza interesami ludzkimi miasto musi się kierować jakąś logiką, ładem urbanistycznym i wreszcie oszczędnościami. Dziwi mnie argumentacja podana przez przedstawicieli Wydziału Architektury, że na działce o szerokości 18 metrów i długości 50 metrów nie można budować domu. Tak powiedziano panu N. Więc jak się to ma do wcześniejszej opinii, że gdyby mój sąsiad miał po wybudowaniu drogi 13 metrów szeroką działkę, to mimo to nie utraciłby prawa do budowy na niej domu. Liczę, że na sesji te sprawy zostaną wyjaśnione i radni jeszcze raz zastanowią się nad najlepszym otwarciem nam drogi do miasta i zakończeniem sytuacji, która nas i miasto naraża na śmieszność. Wojciech Chmura |