| Napisany przez W.H.,
z 24-06-2009 11:57
|
Ulubione : Brak |
NOWY SĄCZ. Radni miejscy przyjęli oświadczenie w związku z wydarzeniami w Parku Strzeleckim podczas fety na cześć awansu piłkarzy Sandecji do I ligi.
- Panie, jak mi pan jeszcze raz przerwiesz, to zejdziemy pod ratusz - wypalił w pewnym momencie do przewodniczącego Rady Miasta Artura Czerneckiego (PiS) rozsierdzony radny Józef Hojnor (PO), któremu ten raz po raz przypominał o upływającym czasie jego wystąpienia. Prowadzącego obrady zatkało. - Panie komendancie, pan to słyszał? - zwrócił się wreszcie do obecnego w sali komendanta miejskiego policji Witolda Bodzionego. - Proszę te słowa zaprotokołować. - Uważam za skandal fakt, że radny Sobol przyjmuje stronę szefa kibiców Sandecji, występując przeciwko komendantowi policji - to z kolei słowa wiceprzewodniczącego rady Jerzego Wituszyńskiego (PiS). Wywołany do tablicy Robert Sobol (PO) nie pozostał dłużny: - To podłe i bezczelne. Z panem dzieje się coś niedobrego. Jest pan po prostu tragiczny. Ani jednym słowem nie wystąpiłem przeciwko policji - zakipiał radny. Takie i im podobne obrazki złożyły się na scenariusz zwołanej w nadzwyczajnym trybie sesji Rady Miasta. Jej celem miało być wypracowanie wspólnego stanowiska, zmierzającego do zapobiegania w przyszłości zdarzeń podobnych do tych mających miejsce w Parku Strzeleckim 10 czerwca podczas świętowania awansu futbolistów Sandecji do I ligi. Przypomnijmy, że wywiązała się wówczas bitwa części rozwydrzonych pseudokibiców sądeckiego klubu z policjantami. Mło dzi ludzie rzucali w kierunku funkcjonariuszy niebezpiecznymi przedmiotami, policja użyła broni gładkolufowej. 18-letni chłopak stracił oko, osiem dalszych osób, w tym także funkcjonariusze, doznało obrażeń, straty szacuje się na razie na 35 tys. zł. Trzej uczestnicy zajść zostali aresztowani na trzy miesiące (za czynną napaść na policjantów grozi im kara wieloletniego więzienia), trzech innych ukarano wysokimi mandatami za zakłócanie porządku publicznego. Obrady, na przekór wstępnej deklaracji Piotra Lachowicza, przewodniczącego klubu PO (- Wara polityce od sportu!) i apelu najrozsądniej i bez zbędnych emocji zabierającego głos Kazimierza Sasa (SLD) (- Błagam, wypracujmy wspólne stanowisko, nie mieszajmy w to polityki) przerodziły się w żałosną momentami rozgrywkę polityczną, w której starły się obozy radnych z Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej. W potyczce nie było zwycięzcy - obydwie strony powinny czuć się pokonane. Najwyraźniej zażenowana rozwojem sytuacji w ratuszowej sali, aktywna zazwyczaj Zofia Pieczkowska (niezrzeszona), tym razem milczała. Głos zabrała dopiero pod koniec dyskusji: - To kolejna sesja, podczas której wstydzę się, że jestem radną. Na sesję przybyli m. in. komendant miejski policji Witold Bodziony wraz ze swymi dwoma zastępcami oraz Jarosław Wróblewski, prezes Stowarzyszenia Kibiców Sandecji. Oświadczenie przesłał Andrzej Danek, prezes MKS Sandecja, który z uwagi na warszawskie spotkanie sterników klubów pierwszoligowych, nie mógł być osobiście obecny w ratuszu. W swym piśmie podkreślił, że organizatorem nieszczęsnej imprezy był klub sportowy, że miała ona mieć charakter rekreacyjny - nie masowy, że bezpłatnie serwowane w parku kiełbaski i piwo (wyłącznie dla pełnoletnich) ufundowali prywatni sponsorzy i że prawdziwi fani Sandecji odcinają się od pseudokibiców. Radnych poruszył ostatni fragment oświadczenia, w którym Andrzej Danek napisał, że nie sądził, iż sesja poświęcona zostanie tzw. zadymiarzom. Komendant przedstawił przebieg wydarzeń z punktu widzenia policji, a radni obejrzeli dostarczony przez niego film, z utrwalonymi wydarzeniami w Parku Strzeleckim i później w rynku. Witold Bodziony podkreślił, że użycie broni gładkolufowej przez policję było uzasadnione obawą o własne zdrowie i bezpieczeństwo i że grupa młodych ludzi zachowywała się wyjątkowo agresywnie. - W akcji uczestniczyło łącznie 153 funkcjonariuszy, w tym 95 ściągniętych z krakowskich oddziałów prewencji - poinformował komendant. Odnosząc się do wniosku kilku radnych zapewnił, że gotowy jest na konstruktywne spotkanie z przedstawicielami kibiców, pod warunkiem, że nie znajdą się wśród nich osoby karane za rozboje, włamania czy kradzieże. Jarosław Wróblewski wyraził ubolewanie, że wszystkich kibiców wrzuco no do wspólnego worka i że najbardziej ucierpiał na tym wizerunek klubu. - Nie uchylam się od odpowiedzialności za to, co stało się w parku, ale pani rzecznik policji podała, że w awanturach uczestniczyło 150 pseudokibiców, a to liczba znacznie zawyżona - przekonywał Wróblewski. - Rzecznik utrzymuje, że policjanci stali w odległości 50 metrów od szalikowców. Jakim więc cudem kamień wielkości ludzkiej głowy mógł zranić funkcjonariusza? Przecież ten, który nim rzucił, powinien być wysłany na olimpiadę. W cuglach wygrałby konkurs pchnięcia kulą. Słyszałem ponadto wersję, że osiemnastolatek oko stracił nie w wyniku postrzału, lecz na skutek ugodzenia deską przez kolegę. Tymczasem w krakowskiej klinice Rydygiera przechowywany jest gumowy pocisk wyciągnięty z oka ofiary. Poza tym chłopakowi dwukrotnie wizytę złożyli tamtejsi policjanci, usiłujący namówić go do zmiany zeznań. - Niezwłocznie zawiadomię prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez krakowskich funkcjonariuszy - replikował komendant Bodziony. - A pan, skoro dysponuje takimi informacjami, zostanie wezwany na przesłuchanie w charakterze świadka. Kolejnych kilkadziesiąt minut radnym zabrała dyskusja nad fragmentem oświadczenia (jego autorami były osoby reprezentujące klub PO), w którym zawarto apel do policji o "podejmowanie profesjonalnych o adekwatnych do okoliczności działań w celu zapewnienia porządku i ładu". Ostatecznie wprowadzona została autopoprawka o następującej treści: "Uważamy, że organizatorzy podobnych imprez powinni kierować się rozsądkiem i przewidywaniem następstw takich, a nie innych decyzji. Wierzymy, że komendant miejski policji będzie zawsze podejmował profesjonalne i adekwatne do okoliczności działania w celu zapewnienia porządku i ładu". W innym miejscu przyjętego dokumentu czytamy: "Potrzeba również kulturalnego dopingowania własnej drużyny. Walki z przejawami agresji wśród kibiców, eliminowania ze swego grona osób, dla których nie liczy się piękne sportowe widowisko i kibicowanie własnemu klubowi. Takiej postawy domagamy się od Stowarzyszenia Kibiców MKS Sandecja. Nie może być przyzwolenia i nie będzie na chuligańskie wybryki, na niszczenie mienia w naszym mieście. Chcemy, aby nasi piłkarze i kibice byli chlubą Nowego Sącza. (...) Jednocześnie z głębi serca współczujemy wszystkim poszkodowanym kibicom, policjantom i ich rodzinom. Trzeba z takich przykrych sytuacji zawsze wyciągać wnioski na przyszłość. Oczekujemy, że tak się stanie." Za przyjęciem oświadczenia rękę podniosło 8 radnych, dwie osoby były przeciw, 11 wstrzymało się od głosu. Komendant Witold Bodziony, zapytany przez reportera "Dziennika Polskiego", czy poczuł się urażony fragmentem oświadczenia odno szącym się do profesjonalizmu policji, odparł: - Nie, absolutnie. Nas polityka nie interesuje. Jesteśmy od chronienia ludzi. Daniel Weimer  |